Płatna matura dla pajaców!

Młodzież stać na piwo, zabawę w dyskotece, adidasy pierwszej klasy, to dlaczego nie mogłaby płacić za niezdany egzamin maturalny? Młodzi ludzie potrafią uzbierać od rodziny lub zarobić sobie pieniądze na egzamin na prawo jazdy, na wyjazd podczas wakacji i inne atrakcje, na których im zależy, a na maturę nie daliby rady? Przecież matura nie jest obowiązkowa. Nie trzeba do niej pochodzić. A zdarza się, że nasi polscy nastolatkowie zgłaszają chęć zdawania egzaminu maturalnego, tylko dlatego, że nic nie tracą, a zyskać mogą, bo „a może akurat uda się zdać?”.

„Za moich czasów…”

Niektórzy jeszcze pamiętają, gdy matura była nazywana egzaminem dojrzałości. Młody człowiek ukończywszy szkołę średnią musiał się wykazać umiejętnością samodzielnej analizy utworu literackiego z uwzględnieniem filozofii epoki i jej prądów a przede wszystkim umiejętnością sformułowania dłuższej wypowiedzi pisemnej. Dojrzałe wnioski były cennym walorem pracy. Młodzież przed egzaminem z języka ojczystego wyszukiwała cytaty swoich moralnych autorytetów, by móc w pracy powołać się na ich myśli. Maturzyści musieli dbać o poprawność językową swoich prac a błędy ortograficzne miały znaczący wpływ na wynik egzaminu.

Matura to bzdura?

Dziś jest zdecydowanie inaczej. Naprawdę trzeba się bardzo postarać, by egzaminu maturalnego nie zdać lub po prostu być totalnym ignorantem. Majowy egzamin potrafią zdać osoby mające orzeczenie o niepełnosprawności intelektualnej, dlaczego więc osoba zdrowa, ucząca się kilkanaście lat, decydująca się na podejście do egzaminu miałaby go nie zdać? Moim celem oczywiście nie jest obrażanie osób z Zespołem Downa, czy innymi dysfunkcjami, wręcz przeciwnie. Pragnę pochylić przed nimi czoło, że podjęli trud i przeogromny wysiłek, by przygotować się do matury.

Niewydolny wychowawczo MEN

Jestem oburzona, gdy dostaję do sprawdzenia pracę maturalną, której autor nie podjął nawet próby napisania wypracowania! Aby zdać egzamin z języka polskiego trzeba, choć nie jest to konieczne, by uzyskać 30% punktów, odpowiedzieć na pytania do załączonego fragmentu publikacji i napisać krótkie wypracowanie, które śmiało można nazwać szkolną rozprawką. Zdarza się, że maturzyści oddają puste kartki. Czyżby naprawdę nie potrafili napisać tekstu na 1,5 strony A4? Edukowani za państwowe fundusze przez kilkanaście lat nie mogą zdobyć się na minimalny wysiłek intelektualny? Młodzi ludzie trwonią pieniądze podatników, ucząc się na koszt państwa, otrzymując zniżki na komunikację miejską, na bilety wstępów do ośrodków kultury, kin, teatrów itd., a nie mogą spełnić obowiązku wobec siebie, swoich rodziców i obywateli, by dobrze przygotować się do egzaminu?

Młodzież gra nam na nosie?

Edukacja jest bezpłatna, to nie znaczy, że jest za darmo. Ona kosztuje! I wiedzą o tym ci, którzy za nią muszą płacić. Absolutnie nie jestem za tym, by wprowadzić płatną edukację, bo zdaję sobie sprawę, że wielu rodzin nie stać byłoby na wyedukowanie swoich dzieci. Jednak ci, którzy nadużywają hojności społeczeństwa, które finansuje edukację, a oni się nie uczą i do egzaminu podchodzą nonszalancko, uważając, że wszystko im się należy, powinni zostać pociągnięci do odpowiedzialności.

Szkoła Dobrych Zmian!

A może należałoby zastanowić się nad wprowadzeniem kar finansowych za ignorancję i narażanie państwa na niepotrzebne koszty związane z edukacją nieuka, a później z jego tupetem związanym z lekceważącym podejściem do egzaminu? To by była szkoła dobrych zmian!

Photo credit: DJ SINGH via Foter.com / CC BY-NC-ND

Bądź na bieżąco, zapisz się do mojego newslettera

Magdalena Waleszczyńska Opublikowane przez:

Nauczycielka języka polskiego i etyki, pedagog specjalny, współpracuje z miesięcznikiem "Moja Rodzina", magazynem dla nauczycieli "Sygnał" i portalami wRodzinie.pl oraz Prawy.pl.