Rodzice, odrabiajcie za dzieci zadania domowe!

Czy rodzic może napisać za dziecko wypracowanie? Jako nauczycielka języka polskiego zdecydowanie twierdzę, że tak. Jeśli zatroskany o swoje dziecko rodzic napisze je według wskazówek nauczyciela, to tak naprawdę pomaga mu w edukacji dziecka. Można nawet powiedzieć, że rodzic staje się nauczycielem wspierającym. I chwała takim rodzicom.

Dlaczego? Jeżeli dziecko przepisze samodzielnie wypracowanie do zeszytu, nauczy się je dobrze czytać i opowiadać, omówi z rodzicem budowę wypowiedzi pisemnej i będzie potrafiło uzasadnić, dlaczego tak jest skonstruowana, to mamy długą listę dodatkowych korzyści. A co z czasem, który rodzic spędzi z dzieckiem? Ten jest bezcenny. Jestem przekonana, że dla większości dzieci wymienione czynności wykonane we współpracy z rodzicem zajmą dużo mniej czasu niż samodzielne napisanie dobrego wypracowania. Natomiast samo jego omówienie może skutkować tym, że dziecko zapisane w wypracowaniu zwroty przyswoi i będzie umiało się nimi posłużyć przy pisaniu innego wypracowania.

Dlaczego nauczyciele zadają prace domowe?

Podstawowym celem zadań domowych jest pomoc uczniom w utrwaleniu nabytych podczas lekcji umiejętności. Niestety w praktyce szkolnej, często pojawiają się one wtedy, gdy nauczyciel nie zdążył z realizacją narzuconego mu z góry programu i uczniowie muszą uzupełniać wiadomości w domu. Bywa również tak, że prace domowe są zadawane, by nauczyć dziecko karności i obowiązkowości. Niezależnie od powodów dziecko, zamiast odpocząć, zregenerować siły lub oddać się swoim zainteresowaniom, musi poświęcić dodatkowe godziny na prace domowe niejednokrotnie zadane bez przemyślenia. Wątek ten podejmowałam w tekście Wojna domowa, czyli „idź odrób lekcje”. Co w takiej sytuacji zrobić?

Najłatwiej wziąć kredkę do ręki i pokolorować za dziecko kolejną kolorowankę! Niejeden rodzic tak właśnie postępuje. Inni, szargani nieco wyrzutami sumienia, zatrudniają korepetytora, by pomógł dziecku w odrabianiu zadań domowych. Jeszcze inni tracą nerwy i wykrzykują obelgi pod adresem szkolnego tyrana. Tak czy inaczej, nauczyciel traci w oczach dziecka i rodzica. Co gorsze, rodzice mogą odkryć przed dzieckiem świat równoległej moralności, czyli ukazania, że czym innym są deklaracje słowne, a czym innym praktyka. Jak w takim razie pomagać dziecku, by nie wyrządzić mu krzywdy? Przecież w jakimś celu dziecko chodzi do szkoły, a nie wszystkie zadania domowe są nieuzasadnione.

Ale o co w tym wszystkim chodzi?

O ile brak pokolorowania kilku prac nie wpłynie negatywnie na rozwój dziecka, to jednak notoryczne pisanie za dziecko wypracowań lub rozwiązywanie zadań matematycznych może mieć już dużo poważniejsze konsekwencje. O ile przy utrwalaniu wiedzy z zakresu przedmiotów ścisłych uczeń powinien regularnie poświęcać swój czas, i tu pomoc rodziców powinna sprowadzać się do roli doradczej niż wykonawczej, o tyle w przedmiotach humanistycznych pomoc rodzica, czy korepetytora może być już bardziej owocna.

A jak nauczyciel może sprawdzić samodzielność wykonania zadania domowego? A może powinnam zadać inne pytanie? W jakim celu nauczyciel ma w ogóle sprawdzać samodzielność wykonanej pracy w domu? Dlaczego nauczycielowi miałoby zależeć na tym, aby zadanie domowe było w ogóle zrobione? Przecież są systemy edukacji, w których nie praktykuje się prac domowych. A może nauczycielowi, i nie tylko jemu, powinno zależeć raczej na tym, żeby uczeń umiał poprawnie wykonać dane zadanie? Jednak, jak słyszę od rodziców, niektórym nauczycielom wcale na tym nie zależy.

Uczniowskie nadgodziny

Zadania domowe są uzasadnione tylko wówczas, gdy mają na celu utrwalenie umiejętności nabytych w szkole lub są częścią projektu, w którym uczeń ma wykazać się umiejętnością zdobywania i pozyskiwania informacji. Dlatego rodzice powinni wymagać od nauczycieli, by zadania domowe były przemyślane i nie wymagały od ucznia zdobywania nowych umiejętności. Od tego są zajęcia lekcyjne i opieka merytoryczna nauczyciela. Oczywiście idealna sytuacja to taka, w której uczeń posiada dużą motywację do nauki i samodzielnie przygotowuje się do zajęć. Jednak w warunkach naszego systemu edukacji są to raczej wyjątki niż wzór możliwy do osiągniecia.

Photo credit: United Way of Massachusetts Bay & Merrimack Valley via Foter.com / CC BY-NC-SA

Bądź na bieżąco, zapisz się do mojego newslettera

Magdalena Waleszczyńska Opublikowane przez:

Nauczycielka języka polskiego i etyki, pedagog specjalny, współpracuje z miesięcznikiem "Moja Rodzina", magazynem dla nauczycieli "Sygnał" i portalami wRodzinie.pl oraz Prawy.pl.