Szkoła czy nauka… Na co pójdą pieniądze podatnika?

Nowy Rok, Nowa Władza, Nowe plany… I szansa na Nową Edukację? Wielu polityków szczyci się tym, że walczy o wolność w naszym nadwiślańskim kraju. Chcą przywrócić rodzicom możliwość decydowania o edukacji swoich dzieci do szóstego roku życia. Prawdziwa wolność! Tylko mimo wszystko krótkodystansowa.

Ale zastanówmy się, co mogłoby się wydarzyć, gdyby rodzicom umożliwić w pełni decydowanie o edukacji własnych dzieciach? Czy bylibyśmy gotowi na to, żeby uwolnić edukację?

Bezczelne nastolatki w szkolnych ławkach

Jednym z największych strapień nauczycieli uczących w gimnazjach i szkołach ponadgimnazjalnych, jest brak chęci i motywacji do nauki jeszcze nieletnich uczniów. I nie jest to problem szkół, które zaistniały po ostatniej wielkiej reformie szkolnictwa i zniknie wraz z kolejną. Problem pozostanie również wówczas, gdy wrócimy do ośmioletnich szkół podstawowych. Okres buntu i towarzysząca mu arogancja uczniów, szczególnie widoczna u nastolatków, niejednokrotnie wywołuje u nauczycieli postawę bezsilności. Dzieci wiedzą, że nie mogą zostać wyrzucone ze szkoły, bo muszą spełniać obowiązek szkolny. Żaden dyrektor szkoły, a tym bardziej nauczyciel nie może z niego zwolnić.

Przymuszani do chodzenia do szkoły uczniowie potrafią skutecznie dezorganizować lekcje, bo czują się bezkarni i nietykalni. Nauczyciele są bezradni, a rodzice nie zawsze chcą lub mogą pomóc. Czy można byłoby zmienić tę sytuację? Tak, znosząc obowiązek szkolny, a pozostawiając jedynie obowiązek edukacji, uwieńczony egzaminem sprawdzającym kompetencje ucznia.

Kosztowna edukacja

Taki niewykazujący chęci do nauki uczeń mógłby zostać skreślony z listy uczniów i musiałby na koszt rodziców zająć się swoją edukacją. Jestem przekonana, że gdyby szkoła nie była obowiązkowa, uczniom bardziej zależałoby na zdobywaniu w niej wiedzy, a rodzice chętniej współpracowaliby ze szkołą i nauczycielami. Być może wówczas, zarówno rodzice jak i uczniowie bardziej szanowaliby instytucję szkoły i pracę nauczycieli. Dlaczego? Bo przecież, gdyby raptem dziecko przestało chodzić do szkoły, to rodzice musieliby zadbać o jego edukację i ponieść wszystkie koszty z tym związane. Czy w takich okolicznościach bardziej docenialiby możliwości, które daje im państwo? Sądzę, że tak.

Dzieci wychodzą na ulice?

Wydaje mi się, że uwolnienie edukacji, czyli zniesienie obowiązku szkolnego (chodzenia do szkoły), i pozostawienie wyłącznie obowiązku edukacji (uczenia się), przełożyłoby się również na korzystną sytuację finansową, którą można byłoby zagospodarować na rozwój nauki. Można również usłyszeć głosy, że brak obowiązku szkolnego przyczyni się do wzrostu patologicznych zachowań u dzieci i młodzieży. Jest to wysoce prawdopodobne. Należy jednak pamiętać, że tam gdzie są zjawiska patologiczne i tak one będą. A zniesienie obowiązku szkolnego przyczyniłoby się do rozwoju instytucji kuratorów, którzy sprawowaliby swoje obowiązki w szerszym zakresie. Być może zachłyśnięcie się wolnością trwałoby jakiś czas i masowo dzieci opuszczałyby mury szkoły, aby uczyć się w domu. Jednak nie na długo. Po jakimś czasie rodzice wróciliby z dziećmi do szkół. Co zmieniłoby się? Motywacja do nauki, a to jest bezcenne.

Wychowanie do wolności?

Uwolnienie edukacji wydaje się korzystne dla wszystkich. Skorzystałoby państwo, bo finansowałoby edukację tylko tych dzieci, które uczęszczają do szkoły. Pozostałym zapewniałoby dostęp do bezpłatnych egzaminów kompetencyjnych. Zadowolone byłyby szkoły, bo uczyłyby dzieci, które chcą się uczyć. Wtedy oczekiwania rodziców i dzieci też byłyby inne, co przyczyniłoby się do podniesienia usług szkolnych. Szkoły musiałby w większym stopniu „przekonywać” do siebie. Uwolnienie edukacji najbardziej wymagające byłoby dla rodziców. Musieliby oni zdecydować, czy będą współpracować ze szkołą i będą wraz z nią dbać o edukację swoich dzieci, czy zrezygnują z jej usług i sami zadbają o wykształcenie swoich pociech.

Jednak interesuje mnie inne pytanie. Czy kolejnym rządom bardziej zależy na edukacji młodych obywateli, czy na obowiązku szkolnym pozwalającym kontrolować działania młodych Polaków? Odpowiedź niestety wydaje się dość jednoznaczna i niepokojąca.

 

Photo credit: Kris Krug via Foter.com / CC BY-NC-ND

Bądź na bieżąco, zapisz się do mojego newslettera

Magdalena Waleszczyńska Opublikowane przez:

Nauczycielka języka polskiego i etyki, pedagog specjalny, współpracuje z miesięcznikiem "Moja Rodzina", magazynem dla nauczycieli "Sygnał" i portalami wRodzinie.pl oraz Prawy.pl.

Komentarze: 4

  1. 2 stycznia 2016

    Jak zwykle świetny tekst pełen przemysleń. Kiedy słucham kolejnych pomysłów czuje z jednej strony bezradność a z drugiej bunt naszej grupy zawodowej. Bo oto rodzice maja podejmować główna decyzje czy dziecko ma powtarzać pierwsza klasę czy nie i tu państwo daje wolna rękę uważając sztab fachowców za zbędnych to tak jakby pacjent szpitala decydował o trybie leczenia a nie lekarz. A tu w przypadku realizacji obowiązku rodziców zwalnia sie w uczestniczeniu w tym procesie zrzucając problem na szkoły. Świetna propozycja – dodatkowo wprowadziłbym szkolnictwo typowo zawodowe gdzie ci którzy nie chca sie dalej edukować uczyli sie zawodu brukarzami, murarza, stolarza itp system niemiecki juz od dawna sobie z tym poradził. Teraz czekam na cud przemiany która ma spowodować reforma zreszta kolejna w tak krótkim czasie

  2. Magdalena
    2 stycznia 2016

    Bardzo ciekawy punkt widzenia, świetny pomysł, zmuszający wszystkich zainteresowanych do angażowania się w edukowanie i wychowywanie dzieci. Tylko czy to jest realne i wykonalne? Pozdrawiam Magdalena Tumasz

  3. Dorota
    3 stycznia 2016

    Kolejny fantastyczny tekst. Jestem i będę przeciwko 6-latkom w szkołach. Uważam, że zerówka jest konieczna i zapewnia wyrównywanie szans przed szkołą. Obowiązek przedszkolny dla dzieci od 3r.ż. Socjalizacja to ewolucyjny proces. Edukacja szkolna dla nielicznych? Hmm… od kilku lat powtarzam, że tak było kiedyś i powinno wrócić. Zawód nauczyciela to misja. Obowiązek szkolny to pomyłka. Niech uczą się ci, co chcą. Motywacja zapewniona. Patologia była i jest. Nauczycielom chętniej chciałoby się chcieć, gdyby mieli wychowanków ceniących wiedzę. Wiedza nie jest dla każdego. Życzę każdemu nauczycielowi ogarnięcia politycznego chaosu, wspaniałych uczniów a uczniom fantastycznych mentorów. Rodzicom budowania kontaktu z własnymi pociechami. Politykom obowiązku edukacji…

  4. 7 stycznia 2016

    „Zawód nauczyciela to misja.Obowiązek szkolny to pomyłka”…Po takich słowach można tylko westchnąć…

Brak możliwości komentowania.