Wojna domowa, czyli „idź, odrób lekcje”

Naturalną formą aktywności dzieci jest zabawa. Co nie jest z nią związane, jest dla nich nudne i niepociągające. Dzieci są do zabawy stworzone. Tymczasem większość swojego dzieciństwa przebywają w szkole, by przyuczać się do życia w społeczeństwie. Dlatego na realizację swoich pomysłów nie mają już czasu, albo są po prostu zmęczone. Po całym dniu spędzonym w szkolnej ławce, wracają do domu, by znowu zasiąść za biurkiem i odrabiać „zadanie domowe”.

Uczniowskie nadgodziny

Rodzice narzekają na swoje dzieci, że nie chcą odrabiać zadań domowych. Nie wydaje mi się jednak, by którykolwiek dorosły chętnie brał swoją pracę do domu. Podobnie jest z dziećmi. Ich pracą jest szkoła. One mają chodzić do szkoły i w niej zdobywać przydatne w życiu umiejętności. Zrozumiałe jest, że niechętnie zasiadają do zadań domowych, a ich wykonanie zostawiają na „ostatnią chwilę”. Rozumiem też konieczność utrwalania materiału i samodzielnego uczenia się. Jak to pogodzić?

Syzyfowa praca

Pomijam w tym miejscu bezzasadność wielu prac domowych, które z powodzeniem nie musiałyby być zadane i wcale nie wpłynęłyby negatywnie na poziom wiedzy ucznia. Nie będę wypowiadać się też na temat zadań domowych, które nie dotyczą utrwalania wiedzy i doskonalenia umiejętności nabytych podczas lekcji. Bezzasadne, jałowe i źle zaplanowane zadania domowe skutecznie zniechęcają uczniów do pracy, szczególnie wtedy, gdy zabierają „wolny czas” dzieciom i niejednokrotnie również rodzicom.

Jak z Ikara zrobić Dedala?

Dzieci to mitologiczne Ikary. Trochę w nich lekkomyślności i dużo marzeń. Szkoła ma nauczyć rozsądku i racjonalnego podejścia do rzeczywistości. Czasami trudno doszukać się tych obu aspektów w zadawanych pracach domowych. Trzeba jednak pamiętać, że odrabianie zadań domowych jest obowiązkiem ucznia. I jeśli samo zadanie nie ma dużej wagi merytorycznej, to jednak ma wartość wychowawczą, bo uczy konsekwencji, wytrwałości i obowiązkowości.

Za chwilę, zaraz, później…

Z młodszymi dziećmi oczywiście rodzice razem się uczą, w ten sposób wpajają im obowiązek nauki w domu. Ale starsze dzieci mogą już bardziej się buntować i wyszukiwać powody, dla których odłożą szkolne obowiązki na później. Co zrobić, by dziecko samo pilnowało odrabiania lekcji, np. po przyjściu ze szkoły? Jak wpłynąć na nie, by nie zabierało się do nauki późnym wieczorem, kiedy to już powinno spać, albo szykować się do snu?

Słuchaj uchem a nie brzuchem

Przede wszystkim wszystkie zmiany dotyczące organizacji sposobu nauki w domu powinny być podjęte w porozumieniu z dzieckiem. Z pewnością należałoby zacząć od rozmowy, a może lepiej od wysłuchania tego, co mówi dziecko, co czuje i czego potrzebuje. Być może są jakieś sytuacje, które nie pozwalają dziecku skupić się na nauce i rozpraszają jego uwagę. Może rodzic o czymś jeszcze nie wie?

Wspólne rozwiązanie problemu

Bardzo korzystne dla obu stron jest spisanie propozycji rozwiązań problemu na kratce. Nawet jeśli wydaje się rodzicowi, że pomysły dziecka są nie do przyjęcia, warto je zapisać, bez oceniania ich i negowania. Myślę, że warto zaproponować dziecku, by podjęło próbę zrobienia analizy SWOT, dotyczącej korzyści i ich braku w odrabianiu zadań domowych, np. zaraz po przyjściu ze szkoły. Analizę najlepiej zrobić w formie pisemnej, by dziecko mogło głębiej zastanowić się nad pomysłami, które przyszły mu do głowy. Gdy dziecko z rodzicem wybiorą pomysły, na poprawę sytuacji dotyczącej odrabia zadań domowych, dobrze byłoby je zapisać ponownie na kartce i wywiesić w ustalonym miejscu. Pomoże to dziecku i rodzicowi w przestrzeganiu wspólnie opracowanych zasad. Nad ich realizacją, przynajmniej na początku, muszą czuwać rodzice. Kto wie? Może to będzie początek zmian na lepsze?

 

Photo credit: Michael Bentley via Foter.com / CC BY

Bądź na bieżąco, zapisz się do mojego newslettera

Magdalena Waleszczyńska Opublikowane przez:

Nauczycielka języka polskiego i etyki, pedagog specjalny, współpracuje z miesięcznikiem "Moja Rodzina", magazynem dla nauczycieli "Sygnał" i portalami wRodzinie.pl oraz Prawy.pl.