Nie bój się talentu swojego dziecka!

Czy patrząc na swoje dziecko widzisz w nim człowieka utalentowanego, wyjątkowego, o nieprzeciętnych zdolnościach? Jeśli tak, to dobrze, jeśli nie, przyjrzyj się mu jeszcze raz. Często wydaje nam się, że „cudowne” dzieci się zdarzają. Są gdzieś daleko, może na innym kontynencie, w innym państwie, a bliżej, to jedynie na ekranie telewizora. To tylko część prawdy…

Bez szablonu

Czy umiemy dostrzec w dziecku coś, czego inni nie widzą? Dzisiejszy świat oczekuje, że wszystkie dzieci mają jednakowo się rozwijać, w tym samym czasie opanować materiał szkolny, tak samo rozwiązywać zadania. Gdy nie mieszczą się w określonych normach, dostają skierowanie do specjalisty, który ma pomóc dziecku być takie, jak inne. Bez wątpienia bardzo dużo zawdzięczamy nowoczesnej pedagogice i dynamicznie rozwijającej się psychologii. Niestety, łatwo jest nam zagubić to, co jest najważniejsze, czyli indywidualność dziecka.

Geniusze są wśród nas

Słyszę często od rodziców, że ich dziecko nie odnajduje się w szkolnej społeczności. Nie słucha nauczycieli, zadaje zbyt dużo pytań, jest dygresyjne i niezdyscyplinowane. Za każdym razem widzę przed oczyma małego Thomasa Edisona, który zachowywał się tak samo. Podobno, któregoś dnia matka Edisona dostała list od dyrektora szkoły, do której uczęszczał jej syn. Gdy go przeczytała, w jej oczach pojawiły się łzy. Przeczytała go synowi: „Pani Edison, Pani syn jest za mądry, by uczęszczać do naszej szkoły. Proszę, by od tej chwili sama Pani zajęła się jego edukacją, bo my nie jesteśmy w stanie sprostać wymaganiom Pani syna.” Tak rozpoczęła się edukacja domowa małego Edison. Co mu zawdzięczamy, nie muszę przypominać. Najważniejsze w tej historii jest jednak to, że dorosły już Edison, po śmierci swojej matki, znalazł ów list. Gdy przeczytał jego treść, zapłakał, bo uświadomił sobie, jak wielka była miłość jego matki do niego. Treść listu brzmiała: „Pani Edison, Pani syn jest według nas niedorozwinięty, prosimy go zabrać ze szkoły, bo się do niej nie nadaje”.

Jak wyglądałoby życie Edisona, gdyby matka uwierzyła dyrektorowi? Co by było, gdyby Edison żył w naszych czasach? Zapewne dostałby skierowanie do poradni psychologiczno-pedagogicznej, a tam diagnozę, że jest dyslektykiem i potrzebuje reedukacji. A dysleksja to bardziej dar niż coś co wymaga korekty, jak czytamy w książce Ronalda D. Davisa Dar Dysleksji.

Brzydkie kaczątko

Problemy ze skupieniem uwagi podczas lekcji miała również Gillian Lynne. Mała dziewczynka ciągle się ruszała, była nieuważna i nauczyciele nie radzili sobie z nią w szkole. Matka udała się z nią do lekarza psychiatrii, żeby ją zdiagnozował. Jakież szczęście miała wtedy Gillian, że były to czasy, w których nie znano jeszcze ADHD. Psychiatra przeprowadził wywiad z matką i zbadał pacjentkę. Dziewczynka przez cały czas siedziała obok na krześle i słuchała. Po wysłuchaniu kobiety, lekarz poprosił, żeby z nim wyszła na zewnątrz. Wychodząc włączył radio, żeby dziecko się nie nudziło. Zza zamkniętych drzwi, przez szybę obserwowali dziewczynkę. Ta, gdy tylko usłyszała muzykę, wstała i zaczęła tańczyć.

Wtedy lekarz powiedział: „Pani Lynne, Gillian nie jest chora, ona jest tancerką”. I tak matka zaczęła rozwijać jej talent. Co by było, gdyby trafiła do innego lekarza, który przepisałby Gillan tabletki uspokajające i zalecił terapię? Albo, gdyby sytuacja miała miejsce dzisiaj? Dostałyby diagnozę, że dziecko ma ADHD. Jak wyglądałoby życie Gillian Lynne, wybitnej tancerki, choreografa i reżysera, gdyby nie troska i opinia rozważnego lekarza?

Cudowni rodzice

Nie byłoby cudownych dzieci, gdyby nie cudowni rodzice. To dzięki miłości rodzice potrafią dostrzec w dziecku potencjał i zadbać o sprzyjające warunki dla jego rozwoju. Żadna reforma szkolnictwa, żaden urzędnik czy minister nie są w stanie spojrzeć z większą miłością na dziecko niż jego rodzice. Dlatego z roku na rok wzrasta popularność edukacji domowej. Jest to droga trudna, bo ze strony rodziców często wymagająca wielu wyrzeczeń zarówno zawodowych jak i osobistych. Odkrycie nieprzeciętnych umiejętności dziecka, jego talentu i indywidualności jest bardzo korzystne. Zmienia ono perspektywę dziecka z średnich, nijakich na wybitne. To podnosi poziom satysfakcji dziecka, daje mu poczucie szczęścia i wpływa na przyszłe osiągniecia w jego życiu osobistym i zawodowym. Łatwo jest narzekać na dziecko, że nie jest posłuszne, że nie jest takie „jak inne dzieci”. Łatwo też przychodzi żal do nauczycieli, że nie znajdują „klucza” do naszego dziecka. Trudniej jest wymagać od siebie, tak jak to zrobili to państwo Lynne czy Edison i wielu innych rodziców wybitnych uczonych, odkrywców i artystów. Można zatem stwierdzić, że cudowne dzieci pojawiają się w tych rodzinach, w których są cudowni ojcowie i matki.

Photo credit: Digital Sublime / Foter.com / CC BY-NC-ND

Bądź na bieżąco, zapisz się do mojego newslettera

Magdalena Waleszczyńska Opublikowane przez:

Nauczycielka języka polskiego i etyki, pedagog specjalny, współpracuje z miesięcznikiem "Moja Rodzina", magazynem dla nauczycieli "Sygnał" i portalami wRodzinie.pl oraz Prawy.pl.

Jeden komentarz

  1. 10 grudnia 2015

    Bardzo fajny artykuł! Dobrze się czyta.
    Patrzę na swoje dzieci i wkurza mnie wymaganie od nich, żeby pasowały idealnie do tabelek. Chciałabym móc uczyć w domu, ale nie jest to łatwa decyzja.

Brak możliwości komentowania.