Rodzic vs nauczyciel? Komu płacić za edukację dziecka…

Edukacja jednego ucznia przez 12 lat obciąża budżet państwa na 63 tys. zł. Jest to kwota niewystarczająca nawet na pensje dla nauczycieli, nie mówiąc już o utrzymaniu administracji i budynków. Resztę dopłacają gminy. Tyle kosztuje doprowadzenie dziecka do matury, czyli do momentu, w którym może zacząć przygotowywać się do przyszłego zawodu.

A ile kosztuje nauka dziecka edukowanego domowo? Tyle samo, ile dziecka uczęszczającego do szkoły. Z tą różnicą, że rodzic-nauczyciel nie otrzymuje pensji.

Nauka za darmo? Tylko dla niektórych…

Kuszące jest dostawanie pieniędzy za pracę, której się nie wykonało. I tak jest w przypadku szkół, które na swoich listach mają dzieci kształcone domowo. Dyrekcja szkoły dostaje za dziecko edukowane domowo takie same pieniądze, jak za dziecko uczące się w murach jej placówki. Natomiast rodzic, który wykonuje co najmniej 80% obowiązków nałożonych na szkołę, nie otrzymuje za to wynagrodzenia, jak również nie dostaje środków, żeby móc część pracy zlecić innym specjalistom. Szkoła, która wykonuje działania administracyjne, bierze 100% dofinansowania oświatowego.

Kto pokrywa koszty nauki dziecka kształconego w domu? Rodzice, którzy nie dostają od państwa żadnego wsparcia, mimo realizacji nałożonego na dzieci obowiązku edukacji. Na usta ciśnie się pytanie: Dlaczego finansowanie nauki przez państwo skierowane jest wyłącznie do szkół, a nie do tych, którzy faktycznie pomagają wypełniać obowiązek szkolny i edukacyjny?

Stypendium dla dziecka, nie dla rodzica.

Niektóre szkoły chciałyby dzielić się otrzymanymi od państwa pieniędzmi z rodzicami. Jednak byłoby to w brew prawu, gdyż nie można dzielić subwencji z innymi podmiotami. Istniejący stan rzeczy to jawna niesprawiedliwość! Dlatego dyrektorzy niektórych szkół proponują uczniom edukowanym domowo stypendia, za które mogą kupić przybory szkolne lub książki. Jednak są to kwoty symboliczne i nie jest to wynagrodzenie dla osoby nauczającej.

Nowy zawód – nauczyciel domowy

W trakcie kształcenia domowego często potrzebne jest wsparcie ze strony wykwalifikowanych nauczycieli. Dotyczy to przede wszystkim edukacji na wyższym poziomie, myślę tu o gimnazjum i szkołach ponadgimnazjalnych. Wielu nauczycieli chętnie znalazłoby dodatkowe zatrudnienie w takich rodzinach, jako nauczyciel edukujący domowo. Dlaczego? Bo oprócz tego, że byłaby to okazja do zarobienia pieniędzy, to wielu z nich jest zniechęconych i zmęczonych obecnym systemem edukacji, podobnie jak rodzice decydujący się na kształcenie własnych dzieci. Nauczyciele lubią uczyć a nie wypełniać sterty niepotrzebnych dokumentów. A komfort pracy z jednym lub kilkorgiem dzieci jest zupełnie inny niż z grupą dwudziestokilkuosobową niejednokrotnie zniechęconą do nauki.

Dlatego warto podjąć wysiłki w celu wypracowania w Polsce nowego zawodu, a mianowicie nauczyciela domowego, którym mógłby być również rodzic. Państwo powinno umożliwić rodzicom, którzy chcieliby podjąć trud wychowania i uczenia własnych dzieci, aby mogli w ten sposób realizować się zawodowo. Mamy przecież zawodowe rodziny zastępcze, rodzinne domy dziecka, dlaczego nie mielibyśmy mieć rodziców, którzy są nauczycielami domowymi własnych dzieci? Z pewnością byłoby to z korzyścią dla państwa, bo z jednej strony odciążyłoby to budżet, a z drugiej strony wzmacniałoby społeczeństwo obywatelskie.

Photo credit: Foter / CC BY

Bądź na bieżąco, zapisz się do mojego newslettera

Magdalena Waleszczyńska Opublikowane przez:

Nauczycielka języka polskiego i etyki, pedagog specjalny, współpracuje z miesięcznikiem "Moja Rodzina", magazynem dla nauczycieli "Sygnał" i portalami wRodzinie.pl oraz Prawy.pl.

Komentarze: 2

  1. Sylwia
    27 września 2015

    Och, ile ja bym dała, żeby istniała taka możliwość…Sama jestem nauczycielem, rozważam nauczanie domowe swoich dzieci bo wolę poświęcić swój czas i energię im niż obcym i pomysł nauczyciela rodzinnego bardzo by to ułatwił…Martwię się tylko, że niewielu obecnie rządzącym zależy na wzmacnianiu społeczeństwa obywatelskiego. Dlatego mama zostająca z dziećmi w domu,choć poświęca wiele, nie może liczyć właściwie na nic (pensja, emerytura…) i jak tu wierzyć, że robi się coś dobrego, nie jest to w żaden sposób wzmacniane, doceniane, etc.

  2. Beata Toska
    1 października 2015

    czasem trzeba coś poświęcić na początku, aby innym utorować drogę lub stworzyć przestrzeń nowych możliwości…. nie wszystko da się przeliczyć na złotówki, to, że państwo jeszcze dzisiaj gwarantuje emeryturę nie oznacza, że jutro będzie je nadal na nią stać… Nasza przyszłość jest w dzieciach, a nie w sztucznym systemie, który coraz mocniej się chwieje.

Brak możliwości komentowania.