W Ameryce marzyłam, w Polsce zrealizowałam…

Niesamowite, jak człowiek sam potrafi się ograniczyć. Marzy, pragnie czegoś, ale zaraz pojawia się myśl, że nie jest to do zrealizowania, że to tylko utopia…

Z edukacją domową zetknęłam się kilkanaście lat temu przebywając w Stanach Zjednoczonych. Mogłam wtedy zobaczyć jej efekty i sposób realizacji w kilku rodzinach. Nie zwracałam wówczas uwagi na dzieci, na to, jak one przeżywają naukę w domu. Moje obserwacje skupiły się wyłącznie na matkach. Byłam nimi zafascynowana. Widziałam na ich twarzach szczęście płynące z tego, że są ze swymi dziećmi i że mogą patrzeć, jak się one rozwijają. Miały one wpływ nie tylko na ich wychowanie, ale także na edukację. Widziałam kobiety realizujące się i pełne pasji, oddające swoim dzieciom to, co mają najlepszego, swoje doświadczenie, cierpliwość a przede wszystkim miłość. Były szczęśliwe i ja też pragnęłam być szczęścia.

Chciałam być szczęśliwa …

Chciałam żyć tak jak one. Zaczęłam marzyć, że jak będę miała kiedyś własną rodzinę, dzieci, to też będę uczyć je w domu. Pobyt za oceanem dobiegł końca, wróciłam do Polski i o swoim marzeniu musiałam zapomnieć. Przynajmniej tak mi się wydawało, bo gdzież w szarej, borykającej się ze swoimi problemami Polsce, tak dalekiej mentalnością od amerykańskiej, będzie można uczyć własne dzieci w domu.

Amerykański sen w Polsce

Niesamowite, jak człowiek sam potrafi się ograniczyć. Marzy, pragnie czegoś, ale zaraz pojawia się myśl, że nie jest to do zrealizowania, że to tylko utopia… Po kilkunastu latach od przygody z edukacją domową w USA nadszedł czas, gdy musiałam zacząć się zastanawiać nad wyborem szkoły dla mojego syna. Sama nawet nie pamiętam jak trafiłam na informację, że w Polsce jest możliwość realizowania edukacji domowej. Od razu wiedziałam, że nie ma dla mnie i mojego dziecka innej drogi.

Szczęśliwa matka – szczęśliwe dzieci

Wybrałam edukację domową, bo chciałam być szczęśliwą i realizującą się mamą. Mówiłam nawet pół żarem, pół serio, że jestem za dobrym nauczycielem, by uczyć obce dzieci. Coś w tym jest. Choć muszę przyznać, że doświadczenie nauczycielskie w edukacji domowej nie jest mi potrzebne. Może czasami pomaga zaplanować jakieś zajęcia, które prowadzę dla moich i innych dzieci. Jednak jestem pewna, że i bez tego każda matka, która edukuje domowo, potrafiłaby zorganizować i poprowadzić zajęcia dla większej grupy dzieci.

Matka w edukacji domowej

Edukacja domowa przerosła moje oczekiwania. Największym zaskoczeniem są dla mnie jej owoce, które dostrzegam, obserwując rozwój dzieci. Najważniejsze dla mnie jest to, że dzieci chcą się uczyć. Od książek, zadań manualnych odciągam je niemalże podstępem. Też chętnie ciągle robiłabym coś z nimi, ale niestety, czasami przecież muszę posprzątać i ugotować, bo matka w edukacji domowej to instytucja szkolna w jednej osobie, a w szkole jest personel zarządzający, edukacyjny, wychowawczy, techniczny i sprzątający.

Bądź na bieżąco, zapisz się do mojego newslettera

Magdalena Waleszczyńska Opublikowane przez:

Nauczycielka języka polskiego i etyki, pedagog specjalny, współpracuje z miesięcznikiem "Moja Rodzina", magazynem dla nauczycieli "Sygnał" i portalami wRodzinie.pl oraz Prawy.pl.