Adoptowałam sukę

„Adoptowałam sukę i to była moja świadoma i przemyślana decyzja. Mąż chciał psa, ja nie…” – usłyszawszy te słowa, zamarłam. Przestałam na chwilę oddychać i już dalszej wypowiedzi nie słyszałam. W uszach brzmiały mi usłyszane słowa.
Mam przyjaciół, którzy adoptowali dzieci. Wiele razy rozmawialiśmy o cudzie adopcji, o narodzinach poprzez adopcję. Wiem, że „adopcja” jest dla nich najpiękniejszym słowem na świecie. To dzięki adopcji stali się rodzicami i mogli stworzyć prawdziwą rodzinę. Ich dzieci wiedzą, że są adoptowane i wiedzą, że są przez swych rodziców kochane najbardziej na świecie.

Adopcja zwierząt
Zaczęłam przyglądać się baczniej zjawisku adopcji zwierząt. Nie musiałam mocno się wysilać, bo w metrze, w autobusach ciągle czułam się bombardowane przez zdjęcia bezdomnych zwierząt przeznaczonych do adopcji. Nawet w ZOO większość zwierząt jest już adoptowanych. I tu trochę inaczej niż w przypadku zwierząt ze schroniska, podopiecznych nie bierze się do domu, ale opłaca się ich pobyt w ogrodzie zoologicznym. Taka adopcja na odległość.

Procedury adopcyjne
Postanowiłam sobie, że nigdy nie będę adoptować żadnego zwierzęcia. Nie chodzi o to, że nigdy nie będę go mieć, ale o to, iż nigdy nie zgodzę na jego adopcję. Ostatnio jednak zapragnęliśmy zrobić dzieciom prezent i przyprowadzić do domu czworonożnego przyjaciela. Dzwoniłam do kilku schronisk dla bezdomnych zwierząt, jednak z żadnego nie mogłam wziąć psa bez podpisania umowy adopcyjnej. Prosiłam, by zmieniono formę umowy i zamiast słowa adopcja wpisać, np. przyjmuję psa. Niestety, procedury mają dla wszystkich takie same. Zatem psa ze schroniska nie wzięłam. W Urzędzie Miasta pani zajmująca się bezdomnymi zwierzętami również ciągle mówiła o adopcji, nawet poprawiając mnie, gdy uparcie powtarzałam, że psa chcę wziąć.
W końcu znalazłam, po naprawdę długich poszukiwaniach ogłoszenie „Oddam psa w dobre ręce”. Wspaniale! Był zupełnie inny niż chcieliśmy, ale było do wzięcia i jest teraz nasz. Dzieci są szczęśliwe i wiedzą, że wzięliśmy go z budy od jego rodziców. Nie obyło się bez pytań sąsiadów, czy adoptowaliśmy czworonoga. I za każdym razem, gdy pada takie pytanie, mówię, że nie, bo adoptować można dziecko, nie psa.

„Czy ja też jestem adoptowany?”
Jak mogą czuć się rodzice i ich adoptowane dzieci, którzy widzą reklamy dotyczące adopcji zwierząt? Jak mogą się wybrać do ZOO, by nie natknąć się na tabliczkę z napisem: „Adoptowali mnie”. Co powiedzieć dziecku, które mówi, patrząc na adoptowane zwierzę: „Mamo, tato, ja też jestem adoptowany”?
Jeśli pozwolimy na wypaczanie słów, to za niedługo może w ogóle nie będzie potrzeby dyskusji, np. na temat eutanazji… po prostu będziemy iść do lekarza uśpić babcię?

 

Photo: OSU Special Collections & Archives : Commons / Foter / No known copyright restrictions

Bądź na bieżąco, zapisz się do mojego newslettera

Magdalena Waleszczyńska Opublikowane przez:

Nauczycielka języka polskiego i etyki, pedagog specjalny, współpracuje z miesięcznikiem "Moja Rodzina", magazynem dla nauczycieli "Sygnał" i portalami wRodzinie.pl oraz Prawy.pl.